Podsumowanie 2
Link 01.09.2008 :: 13:51 Komentuj (3)
Kolejne podsumowanie czas zaczac, gdyz wlasnie pierwszy rok mija. Dokladnie rok temu, 1 wrzesnia, po raz pierwszy zahlysnalem sie australijskim powietrzem, a moje stopy po raz pierwszy poczuly twardosc australijskiego gruntu. Czasem az trudno mi uwierzyc, ze az 12 miesiecy poza Polska przebywam, w dodatku w Australii! I co z tego wynika? W sumie niewiele. Ludzie z Europy, a zwlaszcza z Polski, a juz najabrdziej Ci ktorych znam, maja tendencje to wyobrazania sobie Australii jako raju. Faktycznie czasem tak tu bywa. I tu sprostowanie sie nalezy, bo jak dotad niewiele poza Sydney widzialem, wiec co ja tam wiem o prawdziwej Australii. Nie mniej Sydney moze wydawac sie rajskim miastem, jesli w ogole taki frazeologizm nie jest zgrzytem. Bynajmniej dla mnie zatwardzialego mieszczucha takowym nie jest. W kazdym razie trzeba byc nieprzecietnie naiwnym, zeby slowo "raj" w kontekscie Australii lub Syndey, nie brac w cudzyslow. Wszystko ma dwie strony medalu. Wszedzie tam gdzie sa bogaci, sa tez biedni. I wszystko co jest piekne, ma tez gdzies swoj brzydki odpowiednik. Mity o najnizszym bezrobociu na swiecie, beztroskim zyciu i balangach na plazy, sa wzglende. Sa szczesciarze (zeby daleko nie szukac - moja Sylwia), ktorym przyszlo pracowac niemal z dnia na dzien w pracy, ktora daje im satysfakcje i godziwy zarobek. Sa tez tacy, ktorzy szukali pracy wiele tygodni, az wreszcie los rzuca im pod nos marna robote, niczym marny ochlap rzucony psu pod stolem. I gdzie ja sie plasuje? Chyba gdzies po srodku. Prace mam wciaz ta sama, pol etatu, z ktorego ledwo starcza mi na przezycie i oplacenie rachunkow. Praca dodatkowa jest niezwykle okazjonalna i trudno nawet cokolwiek z niej odlozyc np. na oplacenie szkoly, ze juz nie wspomne o przyjemnosciach. Nie bede was mamil o raju, ziemi obiecanej, miejscu w ktorym wszystko przychodzi latwo. Nie jest lekko. A mimo to nie moge powiedziec, ze nie jestem szczesliwy.
Chyba wlasnie teraz nastal czas by rozswietlic nieco opis mojego zywotu na Antypodach. Pierwsze co przychodzi mi do glowy to Sylwia. Mieszkamy juz od roku razem i... przetrwalismy! Pierwsza proba zaliczona! Nie mowie, ze jest sielankowo, bo czasem klocimy sie i bywaja "ciche dni". Moje lenistwo i jej upierdliwosc stwarzaja wybuchowa miksture, ale mimo to zawsze potrafimy znalezc porozumienie i w rezultacie milosc bierze gore nad negatywnymi emocjami. Sylwia radzi sobie swietnie. Po niespelna roku pracy jako sprzedawca, awansowala na pozycje drugiego menadzera! Jest chyba jedynym obcokrajowcem na tej pozycji. Pochlebne wiesci o niej szybko rozeszly sie po sieci sklepow SDS i juz nie raz slyszala tekst "wiele dobrego o Tobie slyszalam". Gdyby nie ograniczenie jakie stwarza jej studencka wiza, mialaby spore szanse na zostanie glwonym menadzerem. Nic dziwnego. Do swojej pracy podchodzi rzetelnie i profesjonalnie i moglaby byc (i pewnie jest) przykladem dla wielu pracownikow tych sklepow.

Dla kontrastu jestem ja i moja praca. Ech, a mialo byc optymistyczniej. Choc moja robota zmusza mnie do czynnosci do ktorych nie potrzebna mi byla edukacja w ASP i generalnie jest tego rodzaju praca, ktora chcialoby sie zataic, to daje mi mozliwosc poznania ciekawych ludzi. Co wiecej, ludzi ktorzy doceniaja moj potencjal i wykorzystuja moje zdolnosci od czasu do czasu. Co prawda nie ida z tym zadne finasowe profity, ale czasem aprobata odpowiednich ludzi wiecej moze przyniesc korzysci niz zera na koncie. Dzieki mojej znajomosci z Jim'em, pewnym Anglikiem ktory pracuje w Yello, poznalem goscia z RPA, ktory z kolei otworzyl przede mna pewna wizje, ktora od kilku miesiecy prowadzi mnie w nadziei na lepsze jutro. Wiem, ze brzmi to obrzydliwie banalnie, ale to prawda. Ten gosciu to Phillip Small, szanowany ilustrator, ktory kilka lat temu byl w podobnej sytuacji co ja teraz. On rowniez po przybyciu do Sydney byl ilustratorem bez pracy i bez szans na rezydneture. Wyjechal wiec ze swoja kobieta do Nowej Zelandii, wzial slub i otrzymal mozliwosc legalnego pobytu i pracy, po tym jak jego zona dostala rezydenture. Mieszkal wraz z zona w spartanskich warunkach narazajac sie na nowo-zelandzkie wichry, pracowal ciezko na budowie, a w miedzyczasie zdobywal doswiadczenie jako free-lancer, dziubiac po nocach misterne ilustracje. Ten kilkuletni kierat oplacil mu sie, bo powrocil do Sydney z nowozelandzkim paszportem, co dalo mu mozliwosc legalnego pobytu i legalnej pracy w pelnym wymiarze godzin. Teraz stoi na czele australijskiego oddzialu Watermark, grupy ilustratorow. Z protekcji Jim'a zostalem umowiony na spotkanie z Phillip'em. Nie chcial nawet ogladac mojego portfolio, gdyz widzial juz moja strone interntetowa i uznal ze jestem wystraczajaco dobry na sponsoring. Niestety po analizie moich szans, okazalo sie ze mam za malo punktow na rezydenture i jedyna nadzieja jest dla mnie droga, ktora niegdys pokonal Phillip - Auckland w Nowej Zelandii. Podjalbym prace jako freelancer w tamtejszym Watermark. Przez rok moglbym zebrac doswiadczenie w zawodzie, ktore jest absolutnie niezbedne do uzbierania wystarczajacej liczby punktow na rezydenture. Musialbym pracowac tam przez 2-3 lata by zlozyc aplikacje. Ewentualny wyjazd do Nowej Zelandii planujemy za rok, w okolicach listopada, moze grudnia. To jest nasz plan i jestem ciekawy ile z niego zostanie w przeciagu najblizszego roku. Do tego czasu musze wzbogadzic moje doswiadczenie na tutejszym gruncie, gdyz ono rowniez bedzie mialo kluczowe znaczenie. Zaslug Phillip'a w tej kwestii nie sposob nie docenic. Pozwala mi przychodzic do Watermark kiedy tylko chce, zebym oswoil sie z rysowaniem na tablecie, ktory w dzisiejszej ilustracji jest podstawowym narzedziem. Podzielil sie juz ze mna dwoma zleceniami: storyboardy i rysunek na plakat. Jesli tylko utrzymam z nim kontakt, spodziewac sie moge kolejnych zlecen. Oby tak dalej!

Rok czasu w innym kraju to teoretycznie duzo by nauczyc sie jezyka. Sylwii praca stwarza niepowtarzalna okazje by mogla cwiczyc jezyk nieustannie, poprzez rozmowy z klientami lub zalatwianie innych menadzerskich spraw. Ja pracujac w Yello krzatam sie po korytarzach, miedzy kuchnia, a biurami i niezbyt wiele mam okazji by rozmawiac. A jesli juz sie taka sytuacja przydarzy, zazwyczaj trwa to na tyle krotko, ze nawet nie zdarze sie przyzwyczaic do czyjegos akcentu. W drugiej pracy zazwyczaj na poczatku zmiany dowiaduje sie co mam skrecic lub rozwiercic i dzialam, bez czestych mozliwosci do konwersacji. Obiektywnie stwierdzam, ze male postepy poczynilem w tej dziedzinie. Gramatyka wciaz stanowi dla mnie taka sama enigme co przed wyjazdem i uzywam jej intuicyjnie albo przypadkowo. Jedynie slownictwo troche poszerzylem i moze nabralem wiecej odwagi by mowic nie zwazajac na ilosc poplenianych bledow. Na ile to wina ilosci Polakow przebywajacych w naszym otoczeniu, a na ile to moja odpornosc na przyswajanie jezyka, trudno mi powiedziec. Wiem natomiast, ze gorzej byc nie moze i kazdy dzien jest dla mnie potencjalna lekcja jezyka angielskiego. Sprostowanie - australijskiego. Tak, jest roznica. Ich jezyk jest jakby wypadkowa brytyjskiego i amerykanskiego, jednak z duzym odchylem w strone brytyjska. Czesto mowia niewyraznie, zwlaszcza starszyzna. Dreszcz mnie przechodzi na sama mysl o mieszkaniu w Nowej Zelandii, gdzie ichniejszy angielski jest jeszcze bardziej skundlony i polowy z wypowiadanych przez nich slow trzeba sie domyslac.
Mieszkanie w takim miescie jak Sydney, daje mi mozliwosc chodzenia na przerozne koncerty. Kto mnie zna, wie ze ja to lubie. Gdyby tylko czas i pieniadze mi pozwalaly, niemal codziennie chodzilby na jakis gig. Naprawde jest w czym wybierac. Teraz cos dla kumatych, lub po prostu dla zainteresowanych. Podam nieco okrojona liste kapel lub wykonawcow, ktorych w przeciagu roku udalo mi sie zobaczyc. Kolejnosc chronologiczna:
1. Miles Away (Aus) + No Apologies (Aus) + Jungle Fever (Aus) + Bad Blood (Aus) + Homewrecker (Aus)
2. Mindsnare (Aus) + Against (Aus) + Samsara (Aus) + Jack Napier (Aus)
3. The Warriors (USA) + Jack Napier (Aus) + Relentless (Aus) + Takedown (Aus)
4. Muse (GB)
5. The Special Beat (GB) + Los Capitanes (Aus) + Backy Skank (Aus)
6. Soundwave 2008: Halifax (USA) + My American Heart (USA) + The Fall Of Troy (USA) + Carpathian (Aus) + Bleeding Through (USA) + Thursday (USA) + Haste The Day (USA) + Alexisonfire (USA) + Infectious Grooves (USA) + As I Lay Dying (USA) + Killswitch Engage (USA) + The Offspring (USA)
7. Horse The Band (USA)
8. Nathan East (USA)
9. Millencolin (Swe) + The Getaway Plan (Aus)
10. Avanged Sevenfold (USA) + Bullet For My Valentine (GB) + Atreyu (USA) + Behind The Crimson Eyes (Aus)
11. Crux (Aus) + Daighila (Mal) + When Chimps Attack (Aus) + Former Republics (Aus)
12. Dropkick Murphys (USA) + Sick Of It All (USA) + The Corps (Aus)
13. Parkway Drive (Aus) + Have Heart (USA) + Antagonist (NZ) + Break Even (Aus)
14. Stu Hamm (USA)
15. Ignite (USA) + Bad Blood (Aus) + Ill Brigade (Aus)
16. Carpathian (Aus) + Break Even (Aus) + The Broderick (Aus) + Worlds Apart (Aus)
Stu Hamm

A teraz lista tylko nielicznych koncertow, ktore z oczywistych powodow musialem ominac, a ktore mniej lub bardziej interesowalby mnie:
1. Rage Against The Machine (USA)
2. Nine Inch Nails (USA)
3. Bouncing Souls (USA)
4. Reel Big Fish (USA) + Less Than Jake (USA)
5. Madball (USA) + Death Before Dishonour (USA)
6. Tiger Army (USA)
7. MXPX (USA) + Antiskeptic (Aus)
8. I Killed The Prom Queen (Aus) + Bring Me The Horizon (GB) + The Ghost Inside (USA) + The Red Shore (USA)
9. Pennywise (USA) + Sum 41 (Can) + The Vandals (USA)
10. Korn (USA) + Biohazard (USA) + Chimaira (USA) + Throwdown (USA) + Bloodsimple
11. Henry Rollins (USA)
12. Against Me! (USA)
13. Helmet (USA)
14. The Dillinger Escape Plan (USA) + Colliseum (USA)
15. Story Of The Year (USA)
16. Four Year Strong (USA) + Rex Banner (Aus) + Jack Napier (AUS) + Losing Streak (Aus)
17. A Wilhelm Scream (USA) + Lungs
18. The Ghost Inside (USA) + Shinto Katana (Aus) + Vegas In Ruin (Aus)
19. Dropsaw (Aus) + Relentless (Aus)
20. Hardcore 2008: Blacklisted (USA) + Parkway Drive (Aus) + Meatlocker (Aus) + Her Nightmare (Aus) + Extorsion (Aus) + Samsara (Aus) + The Dead Walk (Aus) + 50 Lions (Aus) + No Love Lost (Aus) + The Broderick (Aus) + Jack Napier (Aus) + Jungle Fever (Aus)
21. Strung Out (USA) + No Use For A Name (USA)
22. Sham 69 (GB)
23. Devo (USA)
24. Caliban (Ger) + Her Nightmare (Aus)
25. Irrelevant (Aus) + Rex Banner (Aus) + Mary Jane Kelly (Aus) + Losing Streak (Aus)
26. Deez Nuts (Aus) + Confessions (Aus)
Dosyc juz tych pseudo-muzycznych wywodow. Choc wciaz mam wiele do dodania w tym temacie, ale w sumie w innych takze. Gdybym chcial sie odniesc do mojego pierwszego podsumowania ze stycznia, w zasadzie wszystko wymagaloby uaktualnienia, gdyz zmienilem spojrzenie na pewne kwestie. Dlatego pozwole sobie zakonczyc juz teraz zeby zaoszczedzic wam czasu poswieconego na czytanie tego i tak juz przydlugiego wpisu.
Szukam w glowie jakiejs optymistycznej konkluzji, ale w tym momencie nic nie przychodzi mi do glowy. Moze tylko tyle, ze dziekuje wszystkim ktorzy czytaja moje slowa, a zwlaszcza tym ktorzy zostawiaja po sobie slad w postaci wpisu.
