Mission X
Link 20.08.2008 :: 08:33 Komentuj (5)
Misja X? Coz to? Ci ktorzy mnie lepiej znaja, zapewne podejrzewaja ze to znowu jakas moja straightedge'owa zajawka. Otoz nie. Przynajmniej nie tym razem. To nazwa nowopowstalej marki, ktora narodzila sie w wyniku mojego spotkania z Ralfem Behn'em. To Niemiec, ktory prowadzil zajecia z Martial Arts u nas w szkole, a prywatnie to bardzo sypmatyczny i pozytywny jegomosc. Juz na zajeciach u niego, zauwazyc mozna bylo, ze to czlowiek z pasja. I faktycznie, po blizszym poznaniu wszystko stalo sie jasne. Ralf Behn, jak sie sam okresla, to trener zycia. A dokladnie: swietny motywacyjny mowca, trener fitness i specjalista od zywienia. Odbyl sluzbe w komandosach, co dalo efekt znajomosci sztuk walki i zamilowanie do MMA (Mixed Martial Arts). Ukonczyl ekonomie co pewnie wplynelo na jego smykalke do interesow. Prowadzi seminaria grupowe, a takze prywatne hipnoterapie dla palaczy i ludzi z nadwaga. To czlowiek ciekawy i opowiadac o nim moglbym dlugo, ale nie on jest przeciez celem mojego wywodu.
Jak to sie stalo, ze stworzylismy Mission X. Zaczelo sie od drobynch rysunkow do jego broszury seminaryjnej. Zostalem polecony przez Dave'a, naszego wspolnego znajomego Anglika. W zasadzie juz w ciagu naszych pierwszych dwoch spotkan, zapalila mu sie w glowie lampka, ze oto wlasnie pojawila sie szansa na niezly interes - stworzenie marki, ktorej celem bedzie promowanie zdrowego trybu zycia. Moje projekty i jego doswiadczenie. Jeden z moich rysunkow do broszury, wydal mu sie na tyle interesujacy, ze uznal, ze bedzie idealny na nasza pierwsza koszulke. I tak sie zaczelo. Szereg spotkan i burz mozgow. Setki przemyslen i analiz. Wodospad nazw zdawal sie nie miec konca. Na tym polu chyba bylem bardziej kreatywny i tylko moje nazwy przeszly do scislej czolwki. A byly to:
1. ZONE X
2. MISSION X
3. ZONE ONE
4. MISSION POSSIBLE
5. UPRIGHT
Nazwa ZONE X wydawala sie nam najbardziej chwytliwa, ale okazalo sie ze jest juz zajeta. Nie przejelismy sie tym w ogole, gdyz MISSION X wydawalo sie nam rownie atrakcyjna nazwa, a moze nawet pasujaca do nas bardziej, gdyz Ralf w srodowisku nazywany jest "czlowiekiem z misja". Ale teraz to my mielsimy misje. Potem stworzylem logo, ktore spotkalo sie z uznaniem. Nastepny krok byl prosty i banalny. Robic to w czym jestem najlepszy, czyli rysowac.
Niestety po drodze pojawilo sie kilka istotnych kwestii, ktore nieco zmienily tor historii o super prosperujacej firmie. Pieniadze. Od samego poczatku, twierdzilem ze zeby zaczac takie przedsiwziecie, trzeba dysponowac niemala gotowka. Radzilem mu by poczekal do czasu az zbierze odpowiednia kwote, a ja do tego czasu moglbym zgromadzic niemala liczbe projektow. Jednak Ralf wydawal sie o tym nie slyszec. Bez cienia zwatpienia wierzyl w nasz sukces i ze z jego marnym budzetem, wspartym szerokimi znajomosciami uda sie nam. Uwazal ze musimy isc za ciosem i chwytac chwile, bo potem moze nam umknac. Coz, po raz kolejny moj racjonalizm wygral z czyims optymizmem. Juz przed produkcja pierwszej koszulki, spytal sie mnie czy nie zechcialbym wesprzec go finansowo. Oczywiscie odmowilem, bo jak moglbym wspolfinansowac cos takiego, skoro ledwo starcza mi na przezycie, a za college wciaz place ze swoich oszczednosci. Nie byl zdziwiony, bo znal moja sytuacje finansowa. Ale w koncu udalo mu sie uzbierac drobna sume na marne kilkadziesiat sztuk koszulek. Kolejny problem, ktory sie pojawil to podzial ewentualnych zyskow, ktore w tamtej chwili (ale rowniez w obecnej) wydawaly sie byc science-fiction. W tej kwestii nie moglismy sie zgodzic i nic nie wskazywalo, ze ktorakolwiek ze stron ustapi. Przewidzialem to i zaproponowalem, ze oddam "nasze dziecko" w jego rece. To bedzie jego firma i jego problem, a on placic mi bedzie za kazdy projekt. To chyba najuczciwsze wyjscie z tej sytuacji. Oczywiscie w przypadku sukcesu marki to ja bede stratny, ale poniewaz nie podzielam optymizmu Ralfa w tej kwestii, niczego sie nie obawiam. Jednak wyznam szczerze, ze wolabym sie mylic. Serio. Naprawde wolabym, zeby MISSION X odnioslo sukces. Nawet bez dodatkowych wplywow ze sprzadazy i tak moglbym na tym zyskac. Poza tym widze jak z wielka pasja podchodzi do tego Ralf i nie chcialbym widziec jego kleski. Ale poki co, ciulamy grosz do grosza i nic nie zapowiada wielkiej finansowej rewolucji.
Juz stracilem rachube jak dlugo nasz brand istnieje. W kazdym razie na naszym koncie sa juz dwa zrealizowane projekty i trzeci lada dzien ujrzy rowniez swiatlo dzienne. Pomyslow mam mnostwo i wszystko jest glownie kwestia czasu. Kilka dni temu krecilismy 2-minutowa reklamowke na plazy Maroubra. Przyznam, ze bylo to niezwykle ciekawe doswiadczenie. Niestety zaowocowalo ono moim przeziebieniem, gdyz slonce nie slonce, ale w koncu jeszcze zima u nas jest i bieganie w szortach po plazy, srednio rozsadne jest. W planie jest jeszcze jakas reklama czy artykul w jakims magazynie. Oczywiscie strona internetowa tez musi byc. Whatever. 3majcie kciuki!



