|
1-szego wrzesnia, dokladnie dwa lata temu wyladowalem na lotnisku w Sydney. Wszyscy ostrzegali, ze jak wpadne w tutejszy kierat praca-szkola-dom, to czas mi uplynie blyskawicznie. Faktycznie. Czasami nawet nie mam czasu sie zastanowic. Z drugiej strony gdy przegladam zdjecia z naszych pierwszych tygodni, to mam swiadomosc ze byly to bardzo odlegle czasy. Kazdy spacer po ulicach Sydney byl procesja zachwytu. Tyle bylo do odkrycia, zobaczenia. Nie potrzebowalem duzo czasu zeby sie oswoic. Wszystkie opowiesci o "przestawieniu sie" na tryb australijski, od samego poczatku wydawaly mi sie mityczne, gdyz niemal od razu czulem sie tu jak u siebie. Pomimo, ze jestem tu "dopiero" dwa lata i wcale nie jestem blizej rezydentury niz wtedy, to jednak przejawiam do Sydney wielki sentyment, cos na ksztalt patriotyzmu lokalnego. Od urodzenia do 30 roku zycia mieszkalem w Lodzi. Teraz moim miastem jest Sydney. I choc samo miasto nie wzbudza juz we mnie zaskoczenia, to wciaz cieszy i ani troche nie nuzy.
1-szego wrzesnia, dokladnie dwa lata temu wyladowalem tu z obietnica lepszego jutra. Lepszego dla siebie i dla swojej nazeczonej. Czas ten przeanalizowac mozna na rozne sposoby. Niewatpliwie sa dwie strony, jednak w zaleznosci od perspektywy, moze byc wiecej plusow lub minusow. Wole jednak przychylic sie ku bardziej optymistycznej analizie. Jestem w pieknym kraju, w ktorym moge hasac przez 9 miesiecy w szortach (a kto mnie zna, wie jakie to dla mnie istotne), bo pogoda zazwyczaj rozpieszcza. Miasto oferuje mi caly swoj wielkomiejski anturaz, ktory tak cenie, plus setki innych rzeczy, ktorych pozbawiony bylem mieszkajac w Lodzi. W zasiegu od kilku do kilkudziesieciu kilometrow mam do dyspozycji okolo 70 plaz. Mam tu tez swoja mala tworcza oaze w postaci studia Watermark, do ktorego czesto przychodze zglebiac tajniki ilustracji. Niektorym pewnie przychodzi do glowy, ze sie marnuje pracujac tu jako cleaner. Rzeczywiscie latwo o taki osad. Sam czasem dziwie sie samemu sobie. Ale przeciez nie od razu Rzym zbudowano. Wielu imigrantow, ktorzy teraz moga o sobie powiedziec, ze sa "ustawieni", tez zaczynalo od sciery, mlotka lub pedzla. Oczywiscie to frustruje, zwlaszcza absolwentow uczelni, ale taka jest naturalna kolej rzeczy. Poza tym jest to najprostszy sposob by nabrac szacunku do pracy, pieniadza i by nauczyc sie samodzielnosci. Jasne, pracuje ze sciera juz poltora roku, ale dzieki temu moge oplacic rachunki, wiec to nie moze byc nic zlego. Gdy jeszcze pracowalem troche na budowach, zafundowalem sobie wakacje zycia w postaci podrozy statkiem po wyspach Pacyfiku. Nie przymieram glodem, ciuchow mam wiecej niz potrzebuje, chodze na koncerty, do kina, a czasem do restauracji. I choc nie mam oszczednosci, to daje rade. Zadacie pytanie "a gdzie Twoja ambicja Pawle?" Spokojnie. Moja ambicja ma sie dobrze. Dzieki niej stalem sie ilustratorem freelancer'em. Dzieki niej ciagle rozwijam sie w fachu, zdobywam doswiadczenia i co troche nowe zlecenia. Dzieki niej zasililem szeregi preznie dzialajacej australijskiej agencji ilustratorow Jacky Winter Group. Czy sa jeszcze jakies watpliwosci odnosnie mojej ambicji? A co z Sylwia? Po powrocie Sylwii z wakacji, nasze drogi znow sie spotkaly. Lecz tym razem bylo troche inaczej niz przez ostatnie pol roku wypelnionego cieprieniem. Miedzy nami bylo jakos cieplej, milej i przyjazniej. Ta niejasna sytuacja wymusila pytania "co dalej?", "w ktora strone?". Jednak echem tych pytan nie byly odpowiedzi, lecz wahania. Uczucie przeciwko rozsadkowi. Porzadanie kontra honor. Ale nie moglismy dluzej zyc w tej matnii, wiec... nastapilo definitywne rozstanie. Okazalo sie ze bylo ono tak bolesnie i placzliwie romantyczne, ze odnioslo przeciwny rezonans do zamierzonego. Juz na nastepny dzien, 29 lipca, Sylwia wrocila do mnie. Minal miesiac odkad znow jestesmy razem. Znow jest wspaniale. Zeby nie bylo ze przesladzam, dodam ze klotnie tez bywaja. Zwiazek pelna geba. W kazdym razie uczucie kwitnie i obiecalismy sobie postarac sie nie dac mu sie ulotnic. Ja wiem, wiem, odgrzewane kotlety, dwa razy do tej samej rzeki, bla bla bla... Ale zakladajac ze czlowiek uczy sie na bledach, prawdziwym bledem byloby nie sporobowac. Powrot byl przemyslana decyzji Sylwii. Oboje jestesmy dorosli i oboje tego chcielismy. Kazdy z nas postawil swoje warunki, ktore musimy respektowac. Czas pokaze gdzie nas to zaprowadzi. Ci ktorzy sam nam zyczliwi, nich zycza nam szczescia. Ci ktorzy woleliby by jedno z nas szlag trafil... niech zaparza sobie herbatke z fusow i ida posluchac Ojca Rydzyka. 1-szego wrzesnia, dokladnie 63 lata temu narodzil sie ktos dla mnie szczegolny. Ktos to 32 lata pozniej dal poczatek mojemu istnieniu (oczywiscie przy rownorzednym wkladzie mojej Mamy). Wszystkiego co najlepsze dla mojego Taty! Happy Birthday to Janek! Name: Komentarze: 04.09.2009 :: 22:41 :: 95.40.171.137 |